Zakładki:
Blogowo...
Muzyka...
Poezja...
O właścicielce:
Tekst pojawi się w najbliższej lub trochę mniej bliższej przyszłości!! :)
|
środa, 14 maja 2008
Jak to jest, z tym człowiekiem. No bo niby wiemy co jest dobre, co złe... co powinniśmy czynić... ile wart jest dla nas drugi człowiek... umiemy teoretycznie rozrożnić dobro od zła. Często umiemy rozróżnić też w praktyce, patrząc na zachowanie innych, oceniając ludzi dookoła nas. Jak to jest, że teoretycznie to wszystko jest takie piękne? Jak to jest, że teoretycznie człowiek wydaje się tak strasznie pedantycznie poukładany. Teoretycznie... Każdy z nas dąży by być ideałem, szuka swojego ideału i doznaje ogromnego rozczarowania, kiedy już w końcu uświadomo sobie, że ideałów nie ma. Bo choć czasem wydaje nam się, że jesteśmy wspaniałyśmi, wartościowymi ludzmi, to przecież najczęściej nie umiemy dostrzec lub nie chcemy, błędów jakie popełniamy... ludzi, których ranimi, opuszczamy... Każdy człowiek to cholarny egoista, tylko czasem tak ciężko przychodzi nam przyznanie się do tego. Szukamy ludzi, przed którymi moglibyśmy się otworzyć, dać im kawałek siebie. Przy których nie będzie trzeba udawać i pokazywać, że jest się kim innym. Ludzi przy których najtwardszy mężczyzna będzie mógł pokazać swoje słabości, a najsmutniejsza kobieta będzie mogła się śmiać. Piękne jest odkrywanie i poszukiwanie. Piękna jest nadzieja i radość z odnajdywania. Piękna jest mozliwość poznawania wspaniałych ludzi. Pięknie, że możemy przeżywać z nimi nasze dni. Pięknie, ze pozostają nam wspomnienia.
Z każdą nowopoznaną osobą - wspaniałą nowopoznaną osobą odkrywam nowe ludzkie cechy, o istnieniu których wcześniej nie wiedziałam. I z każdą taką nową osobą dochodzi nowa cecha do moje ideału, który istnieje w głowie. Po mężczyźnie z ktorym spędziłam kilka ostatnich miesięcy, z którym spotykając się teraz zazwyczaj obydwojgu nam spływają łzy po polikach... właśnie po tym facecie wiem, że nie wyobrażam już sobie, by mój mężczyzna nie miał pasji. Tak jak on. On miał. Uwielbiam stare auta. Był na każdym zlocie, pokazie. Słuchał Mozarta i Beatles'ów - to mi po nim zostało, za co jestem mu ogromnie wdzięczna:) Nasza muzyka, która na zawsze do końca życia pozostanie naszą muzyką. Wylewam łzy wracając do wspomnień, do pięknych chwil. Bo mimo że piękne, są niezwykle smutne. Wiem, też po mężczyźnie, którego spotkałam na szkoleniu do KSM - Katolickiego Stoważyszenia Młodzieży, na którym ostatnio byłam, że chce by ten ktos miał w sobie ogromną wiarę! Niezłomną!! By kochał Boga. Tamten chłopak, na szkoleniu niewiele starszy ode mnie... miał może 23-24 lata. Podszedł do mnie, jak kończyłam rozmawiać przez telefon i spytał czy nie mam jakiegoś modlitewnika, bo chciałby zrobić rachunek sumienia. Zatkało mnie:) Taki facet... nie wstydził się pokazać swojej wraźliwości, miłosci, przywiązania! Nie miałam modlitwenika. Pożartowaliśmy i w końcu powiedział, że przeczyta z Pisma Świętego Kazanie na górze i będzie miał najpostrzy rachunej sumienia. Zatkało mnie po raz drugi. Taka wiara, takie przywiązanie... miłość:) wspaniałe... ... Natłok myśli... Ohhh... a ideały przeciez nie istnieją! ;)
czwartek, 01 maja 2008
Wzruszona pięknem mazurskich widoków musiałam powrócić do domu! Ehh... Pięknie było. Przepięknie!:) Mogłabym tak całe życie. Pogoda wspaniała. Ogniska, śpiewy, molo, wschody słońca... Ahh:) Foto: Ryn o wschodzie słońca :)
sobota, 26 kwietnia 2008
Jedliśmy smażone sole, sandacze, karmazyny, z ich ości układaliśmy wróżby- kochać się/nie kochać, i zawsze, zawsze wróżby były przeciwko naszym ciałom, które musieliśmy rozbierać, wystawiać na jod, na dotyk, na zaledwie pięć stopni Celsjusza Pięć stopni Celsjusza, a my oparci o ścianę nadmorskiej latarni szarpaliśmy guziki, suwaki, rajstopy, aż w końcu pękała gumka w pasie, aż w końcu pękały cumy, maszty, wanty i baksztagi w porcie obok który na chwilę- zastygał z zimna, z bieli, bezruchu. A w morzu, w ruchu: karmazyny, sole. I pierwsza ikra we mnie.
Lubię ten wiersz i taką poezje:)
Ostatnie sytuacje w moim życiu utwierdziły mnie w przekonaniu, że jestem bardzo słabą osobą. Brakuje mi stanowczości, odwagi. Nie potrafie przemóc się, żeby porozmawiać o najważniejszych sprawach, najbardziej bolesnych. Zazwyczaj chyba sama sobie wmawiam, ze "nie ma sprawy". Łatwiej jest pisać, a na spotkaniu tylko dopowiadać. Cieżko przemóc się, żeby cokolwiek z siebie wydusić. Łatwiej zaszyć się w domu i udawać, że nie ma się czasu, że wszystko jest dobrze. Choć tak naprawde wszystkie osoby, które powinny wiedzieć, wiedzą, że dobrze nie jest. Mimo wielu postanowień, zawsze jak "co do czego" rezygnuje. Jestem strasznie słaba! Chciałabym to zmienić. Chciałabym nabrać odwagi. Zaufania, do świata... do siebie. Wczoraj zabawa w klubie studenckim przy Politechnice. Dzisiaj spacerek, S@motność w sieci iii Akurat:))
czwartek, 24 kwietnia 2008
A dzisiaj znalazłam chwilkę na mały (długi) spacer. Najpierw do parku, potem na działkę:) Efekt widać na dołączonym obrazku :) 
Nieobecność! Kolejna długa. Chciałabym powiedzieć, że więcej się nie powtórzy, ale nie powiem:)) To wszystko przez ten maraton teraz w szkole... :/ Popołudnia przespane. Wieczory przy biologii, chemii, fizyce, matmie, geografii i innych pochodnych. Najbardziej się cieszę, że jak skończe edukacje w moim cudownym LO nigdy więcej nie będe musiała uczyć się WOSu, geografii, historii i innych wymysłów.... że będę mogła zresetować tą całą wiedzę i nigdy więcej nie sięgać po żaden podręcznik od tych przedmiotów;) Wczoraj z dziewczynami spotkałyśmy się po prawie 2 tygodniowej przerwie... Po 4 wypite herbaty, śmiech do łez i bólu brzucha, obieranie ziemniaków po 23, bo naszła nas jakaś nieopamiętana ochota na frytki, bez względu na to, czy będziemy grube czy nie... powrót do siebie po 2 z butami zdjętymi już przy drzwiach, zeby nikt się nie obudził. No i głos mamy, zaraz po przekręceniu zamka: "Gdzie się podziewałaś do tej pory?" Heh... Ojj mamuś, przecież takich przyjaciół ma się tylko jednych :) Cieszę się, ze jestesmy już o wiele bliżej siebie niż kilka tygodni temu... choć jeszcze tak daleko:) Cieszę się jak nie wiem:) W piątek byłam na świetnym wykładzie ks. Marka Dziewieckiego... Wspaniały ksiądz. Wykład o przyjaźni. O tej w związku głównie. Żeby każdy facet miał takie podejście jak on:) heh... Zapadła mi w głowie jego anegdota: "- Czemu Bóg najpierw stworzył mężczyzne?? - Bo każdy kiedys zaczynał od zera" :) nie to że takaś feministka we mnie siedzi. Poprostu, podobało mi się, że sam mężczyzna potrafi opowiadać takie żarty. Takie żarty mogę wychodzić tylko z ust mężczyzn, którzy mają niezwykły szacenek do kobiet. Ujęła mnie jeszcze jedna jego kwestia. Twierdzi, że niektórzy mężczyźni są inteligentni, ale żaden nie jest na tyle inteligentny, żeby w pełni zrozumieć kobietę. Kobiety są genialne. Bo kobiety w swej genialności potrafią zmienić niejednego mężczyznę. Pozostawiam do osobistych przemyśleń ;P Tyle. Jutro kolejne zakupy. Zamierzam poszperać w tzw. ciucholandach :) Mam nadzieje, ze będą troche bardziej przyjemne niż te w cenrach handlowych. W poniedziałek Mazury!! A teraz SDM, kąpiel iii spać :)
Umrzeć z miłości Chociaż raz warto umrzeć z miłości. Chociaż raz. A to choćby po to, żeby się później chwalić znajomym, że to bywa. Że to jest. ...Umrzeć. Leżeć w cmentarzu czyjejś szuflady obok innych nieboszczków listów i nieboszczek pamiątek i cierpieć... Cierpieć tak bosko i z takim patosem, jakby się było Toscą lub Witosem. ...I nie mieć już żadnych spraw i do nikogo złości. I tylko błagać Boga, by choć raz, choć jeszcze jeden raz umrzeć z miłości. Osiecką również uwielbiam! :)
sobota, 05 kwietnia 2008

Ojej... wspomniania z zimowych ferii :) morze i fragment niewysłanej walentynki:PP Heh... "Bądzmy jak dzieci"... Łapki mi tylko zmarzły przy wybieraniu kamyków. Fotografować też uwielbiam.
piątek, 04 kwietnia 2008
A ktoś powiedział, że kobiety w centrum handlowym są w swoim żywiole... Rany! Jak ja tego nienawidze. Niby pojawił sie nowy ciuch w szafie, ale ubyło ponad 100zł w portfelu + odciski na stopach i uczucie jakby się 2 doby nie spało. Musiałam przejść wszystkie sklepy, zeby dostać jeden głupi, zwykły czarny rozpinany sweter... Szukałam też zwykłych butów, bez klamerek, wstążeczek, bez kwiatuszków i innego koloru niż różowy, fioletowy czy zielony. W całym gigantycznym centum - nie było! Uf! Na szczęście zakupy mam już za sobą. Pora na weekend:)) Jutro Dni Otwarte w szkole, musze wstać o 9 i pędzić... oprowadzać przyszłych uczniów i zachwalać swój wyjątkowy profil klasowy! A dziś. Chyba Pani M. i Pani I. przylecą do mnie ;) Kinowe zaległości nadrabiamy powoli... i odbudowujemy to co zniszczyłysmy... też powoli. Bardzo powoli! Ohh teraz mi się przypomniało:) Jakiś program w telewizji... o rodzinach patologicznych. I taki mały Tomuś:) 4 latka miał. Bidulka. Reporterka pytała go kim chciałby zostać jak będzie duży... Odpowiedział, że murarzem, bo chciałby budować wszystko, tak cegiełka po cegiełce... heh. Tak mi zapadły w głowie te słowa. I mały Tomek. Bo nie ma to jak cegielka, po cegiełce... Od podstaw. Taki budynek, wszystko przetrzyma! Mam nadzieje, ze u nas też, nigdy nie zabraknie zadnej cegiełki... chociaż był już tak wielki dom - rozpadł się... Przez nas... przeze mnie. Powoli budujemy od nowa. Mamy już fundamenty:) :*
sobota, 29 marca 2008
Kolejny wieczór z książką i z kubkiem gorącej herbaty. Zawsze to uwielbiałam. Mój tydzień dzielił się na dwie części: tą dłuższą, pięciodniową - mniej przyjemną... i tą, która trwała zaledwie 48 godzin, ale jakże dużo czasu mogłam wtedy poświęcić na przyjemności, pasje, dla przyjaciół, albo po prostu dla samej siebie. Cieszyłam się z każdej chwili, którą mogłam spędzić przy świecach, z kubkiem herbaty i książką. Czasem przy muzyce. A herbatę pochłaniam w hektolitrach... heh:) Uzależnienie?! Teraz te piękne wyczekiwane 48 godzin często zamienia się w dwa dni, które spędzam w łóżku, albo 2 dni, które mijają mi (jak to ja określam) "na szwędaniu się po domu i patrzeniu w sufit". Dokładnie. Z dziewczynami coraz rzadziej spędzam czas. Coraz mniej chwil mamy dla siebie. Właściwie nie mam do nikogo o to żalu:) Dopiero teraz doskonale można zauważyć jak wiele w życiu się zmienia. Ile ten czas może nawojować. Ojj... aż dziwnie:) Kiedyś potrafiłyśmy spędzać ze sobą po kilkanaście godzin dziennie. Teraz jestem szczęśliwa, jak uda nam się zobaczyć chociaz raz w tygodniu... A co to będzie za kilka lat? Kilkanaście... kilkadziesiąt?! Ohhh.... Przekonałam się, że czas bardzo wiele nas uczy. Zrozumiałam, właściwie już po raz kolejny, że często nie doceniamy tego co mamy... Szukamy czegoś nowego. Zatracamy się w pogoni za "coraz nowszym", "coraz lepszym", a nie widzimy tego/tych, którzy są blisko nas... na wyciągnięcie ręki.... Pamiętam wspólne noce, wspólne babskie wieczory, opowiadanie z lekką nutką zawstydzenia o naszych pierwszych intymnych przeżyciach, wspólne wylewanie łez, nasze pierwsze wypite butelki wódki i powroty do domu "żeby starzy nie zauważyli", nasze zagadywanie się do 4 rano "bo ten czas jakoś ta szybko zleciał", nasze wspólne wakacje nad morzem... Ojej... tak strasznie tego wszystkiego mi brakuje. Życie. Słucham Ketila Bjornstada. I chyba pójdę wziąć gorącą kąpiel:) Lubię muzykę poważną!
|